Dzieci mają niemal wszystko
Zawsze lubiłam język angielski, ale kiedy ja chodziłam do szkoły podstawowej nie mieliśmy możliwości uczenia się go, uczono nas rosyjskiego. Ale jeśli ktoś coś lubi zawsze znajdzie sposób, żeby się tego poduczyć, z tym, że tak to ujmę, trwalej związać.
Ja znalazłam taki oto sposób na naukę języka angielskiego: kiedy inne dzieci latały za Sabriną, Samantą Fox czy New Kids On The Block, które to panie i ów boysband nie mieli zbytnio skomplikowanych tekstów ja lubiłam bardzo słuchać przede wszystkim Sinead O’Connor, U2 i Beatlesów. Aby zrozumieć, o czym oni śpiewają – a bardzo chciałam rozumieć! – wkładałam taśmę magnetofonową (z reguły kupowało się takie na placach, w księgarniach [zwykłych], na giełdach muzycznych) do poczciwego Grundiga, brałam słownik i wsłuchując się w to, co śpiewają starałam się dowiedzieć, o czym śpiewają. Na samym początku było to bardziej aniżeli trudne, bo w środku taśm nie było wkładek z tekstami, a zatem tłumaczyłam słuchając wprost z piosenki, bardzo często prosiłam Mamę o pomoc.
Później we wkładkach do kaset zaczęły pojawiać się zamiast białych kartek estetycznie zaprojektowane wkładki z fotografiami, tekstami. Ale jako, że to już było dużo później a mój głód na angielski dla dzieci – nie tylko ten rosyjski i rosyjski – był naprawdę spory Rodzice kupili mi zestaw do nauki języka angielskiego. Składał się z kaset i książeczki. Bardzo mi się spodobał i dużo mi dał.
Dzisiaj dzieciaki mają wszystko: telefony komórkowe, komputery z podłączeniem do Internetu, gry komputerowe do kupienia w sklepach, na aukcjach, gry online nie wymagające wydawania pieniędzy, iPody, można by tak wymieniać i wymieniać. Co chwilę na rynek wchodzi coś nowego. Oczywiście z reguły ceny tych nowinek są astronomiczne, chyba, że jest to na przykład telefon komórkowy, przy którego kupnie podpisujemy umowę. Ale to już całkiem inna sprawa i na całkiem inny artykuł…
No comments yet. Be the first to comment this post.
Sorry, the comment form is closed at this time.